|
Basia Karasińska w Radiu ZET rozpoczęła pracę w marcu 2001 roku. Na początku, zastępując koleżankę, pracowała w dziale muzycznym. Później, gdy zwolniło się miejsce, objęła funkcje asystenta wydawcy, którym jest do dziś. W rozmowie z nami zdradziła na czym polega jej praca oraz czy jako maniaczka Internetu odwiedza nasz serwis. Z dziennikarką rozmawiał Maciej Kozielski.
Maciej Kozielski: W jaki sposób trafiła Pani do Radia ZET?
Basia Karasińska: Przez tydzień miałam zastępować w Radiu koleżankę, z którą studiowałam. Zajmowała się kontaktem ze słuchaczami "Komputerowej Listy Przebojów", którą prowadził wtedy Mariusz Rokos. Po tygodniu okazało się, że koleżanka nie wraca, a ja znalazłam sobie w ten sposób miejsce dodatkowej pracy w czasie studiów.
MK: Czym zajmowałaby się Pani dzisiaj, gdyby nie zastępstwo za koleżankę i początek przygody z Radiem ZET?
BK: Uczyłabym angielskiego, jestem magistrem anglistyki, z nauczycielskim doświadczeniem i chęcią do wbijania komuś do głowy ciekawostek kulturowych, nieregularnych czasowników i prawidłowej wymowy "th". Może kiedyś, kiedy radio przestanie mnie cieszyć, wrócę do tego.
MK: Na początku pracowała Pani w dziale muzycznym. Jak to się stało, że objęła Pani posadę asystenta wydawcy?
BK: Kiedy zwolniło się miejsce asystenta byłam na miejscu, z atutami w postaci znajomości języków, znajomości programów i sprzętu radiowego po pracy w dziale muzycznym.
MK: Co należy do Pani obowiązków jako asystenta wydawcy?
BK: To taka mieszanka wszystkich zadań - wszystkiego po trochu. Jak depeszowcy piszę wiadomości na podstawie tekstów agencji informacyjnych, jak reporterzy - nagrywam wywiady i je przygotowuje do emisji, współpracuje bezpośrednio z sekretarzem, z którym czasem dzielimy się obowiązkowymi, kiedy zaczyna robić się gorąco. Moja ulubiona część pracy to przygotowywanie wiadomości dzięki współpracy z CNN. To najbliższej mojej specjalizacji - trochę tłumaczenia i dużo znajomości amerykańskiej kultury.
MK: Wiele osób, które pracuje lub pracowało w Radiu ZET mówiło mi, że w Radiu ZET panuje niesamowita atmosfera. Czy to prawda? Czy również Pani się ona udziela?
BK: Po przeprowadzce ze starej kamiennicy na Pięknej do nowoczesnego budynku na Żurawiej baliśmy się, że zmiana miejsca zabierze atmosferę swojskości i przytulności. Ale poradziliśmy sobie z tym szybko, bo jednak to ludzie, a nie miejsce tworzą atmosferę. I mimo kilku zmian w ekipie nadal jesteśmy zgranym zespołem i wiem, że możemy na siebie liczyć nie tylko w pracy.
MK: Rzadko, kiedy możemy usłyszeć Panią na antenie. Czy nie chciałaby Pani czasem spróbować czegoś nowego: bycia reporterem czy depeszowcem?
BK: Robię to, co umiem najlepiej, próbuję nowych rzeczy, ale dopóki nie będę w tym na tyle dobra, żeby zadowolić najbardziej krytycznego słuchacza, czyli samą siebie - uczę się.
MK: Przeczytałem na radiozet.pl, że Internet jest Pani jedynym nałogiem. Czy jako maniaczka Internetu odwiedza Pani czadem serwis RadioZET.net?
BK: W sieci spędzam dużo czasu, czasem za dużo, ale mam wielu internetowych znajomych, nawet przyjaciół. Zaglądam do waszego serwisu, czasem po to, żeby dowiedzieć się czegoś o osobach, z którymi pracuję, ale głównie z ciekawości.
MK: Co sądzi Pani o tego typu stronach, swego rodzaju wirtualnych fanklubach stacji?
BK: Kiedyś na czacie Radia ZET zbierała się grupa fanów radia, z którymi część radiowców zaprzyjaźniła się. Kilka razy spotkaliśmy się nawet i z wieloma nadam mam kontakt, mimo, że całą grupa się rozpadła. Może wasz serwis zbierze znów taką grupę przyjaciół Radia.
MK: Dziękuje za rozmowę
rozmawiał: Maciej Kozielski, radiozet.net, 28 lutego 2005 |