Wywiady |
| strona
główna |
Jarek Budnik na antenie Radia ZET pojawił się 28 października 2004 roku. O tym dlaczego nie pracuje jako aktor, czy skończenie szkoły aktorskiej pomaga mu w prowadzeniu programu w radiu i nie tylko opowiada w rozmowie z Maciejem Kozielskim.
Maciej Kozielski: Z wykształcenia jest Pan aktorem. Dlaczego nie pracuje Pan w tym zawodzie?
Jarek Budnik: Tak się złożyło, że już na trzecim roku studiów zacząłem pracę w Radiu Wawa (classic rock) i media wciągnęły mnie bez reszty. Oprócz pracy w radiu pracowałem też w kilku stacjach telewizyjnych, wiec z czegoś musiałem zrezygnować. Wybór padł na teatr, który jest wymagającym partnerem i pogodzenie wszystkich zajęć nie było możliwe. Ale nie żałuję. Uważam, że pojęcie "aktor" jest bardzo szerokie i mieści w sobie zarówno ludzi pracujących w teatrze, filmie, prowadzących programy telewizyjne, grających w reklamach, jak i również pracujących w radiu. Znam kilku aktorów, dla których radio było jednym z ważniejszych elementów ich drogi zawodowej. Odpowiadając na drugą część pytania, wyznaję teorię, że aktorstwo, szczególnie w naszym kraju, należy traktować jako hobby. I taki właśnie stan rzeczy bardzo mi odpowiada.
MK: Czy skończenie szkoły aktorskiej pomaga Panu w prowadzeniu programu w radiu?
JB: Oczywiście, że tak. Pierwsza sprawa, to kwestia techniki, przez cztery lata moim głosem opiekowali się najlepsi w kraju specjaliści, którzy nauczyli mnie posługiwania się nim, jako narzędziem. Sprawili, że brzmi tak jak teraz. Po drugie, prowadzenie programu to pewien rodzaj kreacji, nikogo ze słuchaczy nie interesuje, że mam zły dzień, bo zapłaciłem mandat, nie wyspałem się itd...Muszę próbować za każdym razem wzbudzić w sobie pozytywne emocje, które będą odczuwalne i po tej drugiej stronie.
MK: Jak to się stało, że trafił Pan do Radia ZET?
JB: Z ogłoszenia. Przeczytałem ogłoszenie w Wyborczej, wysłałem demo i...już. Takie sytuacje są dla mnie najbardziej komfortowe, czyste. Wiem, że w grę nie wchodziły układy, znajomości, czy cokolwiek innego. A poza tym wyznaję zasadę małych kroków. No i satysfakcja, że ktoś mnie docenił, choć wysyłając demo zupełnie nie wierzyłem w powodzenie tej sprawy. To jest kolejne miejsce, do którego trafiam z ogłoszenia, więc warto je czytać.
MK: Na antenie pojawił się Pan ponad miesiąc temu. Jak się Panu pracuje w Radiu ZET?
JB: Na razie trudno jest mi o tym mówić, bo dopiero się uczę. Poznaje ten świat, więc jeszcze trochę za wcześnie na wartościowanie. Ale jest mi niezmiernie miło, że czuje wokół siebie bardzo fajną atmosferę i chęć pomocy. To niesamowite, ale w Zetce wszyscy się do siebie uśmiechają. Czuję się dobrze, a poza tym mają, a raczej mamy tu pyszną kawę.
MK: Ostatnio pracował Pan, z tego co kojarzę, w Radiu Pogoda. Czy zauważa Pan różnice między pracą w tych dwóch rozgłośniach?
JB: Pierwsze skojarzenie, to ten uśmiech i atmosfera w Zetce. A co do porównań, trochę trudno jest to zrobić biorąc pod uwagę zupełnie inny charakter stacji. A poza tym widocznie taka jest kolej rzeczy, trzeba przejść przez Pogodę, żeby w końcu wylądować w Zetce. Wszędzie można się czegoś nauczyć.
MK: Czym zajmuje się Pan w wolnych chwilach?
JB: Jeżeli powiem, że słucham muzyki, to zabrzmi to banalnie. Staram się też poprawiać wyniki czytelnictwa książek w Polsce i częstotliwość w chodzeniu do kina. W tym roku zacząłem pływać na desce i wierzę w to, że jeszcze kiedyś uda mi się wystartować w jakichkolwiek zawodach, nawet seniorów. Poza tym dużo czasu poświęcam swojemu psu i kocham jeździć samochodem. Z przyjemnością pokonam każdą trasę, w nocy, sam, tysiąc kilometrów bez przerwy to nie jest dla mnie żaden wyczyn. No i uwielbiam spać.
MK:
MK: Dziękuję za rozmowę.
rozmawiał: Maciej Kozielski, RadioZET.net, 4 grudnia 2004
zdjęcie: gudejko |