| Rafał Bryndal zroluje wszystkich bez względu na kolor wyznania czy długość poglądów politycznych. Razem z Edytą Jungowską w dni pracujące o 5.35, 6.35, 7.35 i 8.35 na antenie Radia ZET wciskają ludziom kit, czyli zlepiają zdania i słowa innych tak jak to pasuje, ze zawsze zgodnie z prawdą, ze zdrowym rozsądkiem.
Rafał Bryndal jest również autorem dwóch książek: „Święty Mikołaj, krawiec i Kutno” oraz niedawno wydanej „Księgi Dobrych Tekstów”, którą napisał wspólnie ze słuchaczami Radia ZET.
Maciej Kozielski: Jak trafił Pan do radia i w jaki sposób powstały Rozmowy Rolowane?
Rafał Bryndal: Do radia trafiłem dość przypadkowo. Mam na myśli oczywiście Radio ZET. Bo tak w ogóle pierwszym radiem, w którym pracowałem było studenckiego radio „Bielany” w Toruniu. Ale to było tak dawno, że nie warto teraz o tym mówić.
Wracając jednak do Radia ZET to wprowadził mnie tam mój przyjaciel Rafał Sławoń. On pracował od początku istnienia radia i w pewnym okresie prowadził wieczorną audycję „Klub Radia ZET”. Były to luźne rozmowy na każdy niemal temat przeplatane piosenkami. Kilkakrotnie byłem do tego programu zapraszany jako gość. Przede wszystkim jak myślę z tej racji, że wtedy odnosił sukcesy niejaki Atrakcyjny Kazimierz, któremu pisałem teksty piosenek. W trakcie kolejnego wydania klubu padł pomysł byśmy coś razem ze Sławoniem zrobili i tak się to zaczęło. Chodziliśmy cały sierpień i w końcu coś wymyśliliśmy.
MK: Jak wygląda proces tworzenia Rozmów Rolowanych?
RB: Najpierw rano wyszukuję odpowiednie materiały, czyli przesłuchuję wywiady albo nagrania z konferencji prasowych i wgrywam to wszystko do komputera. Później to tnę za pomocą specjalnego edytora na kilkadziesiąt kawałków, takich krótkich wypowiedzi, które czuję, że są na tyle interesujące, by potem je wykorzystać w naszym programie. Potem je numeruję i spisuję by usystematyzować to wszystko, co wybrałem. Następnie przychodzi Grzech Grochowski, człowiek, który potrafi w radio zrobić wszystko. Najlepszy reżyser dźwięku w okolicy i nagrywamy wstępną wersję audycji. Na końcu zjawia się Edyta i robimy wszystko jak gdyby „na czysto”, czyli taką już finalną wersję.
MK: Pamięta Pan pierwszą audycję? Kto był bohaterem?
RB: Nie pamiętam dokładnie. Myślę, że to był ówczesny premier, czyli Jerzy Buzek, ale na 100% nie jestem pewny. Wiem, że robiliśmy to bardzo długo. Cały niemalże dzień, ale początki zawsze są trudne.
MK: Roluje pan już szósty rok. Czy którąś audycję wspomina Pan do dziś?
RB: Do tej pory zrobiłem prawie 2000 audycji, więc wszystko z czasem się trochę zamazuje w pamięci. Zmartwię cię, ale nic mi jakoś szczególnie nie utkwiło w głowie. Nie mam jakieś szczególnej audycji, którą bym pamiętam do dzisiaj. Często się zdarza, że nie wiem, co robiliśmy wczoraj.
MK: Jak się współpracuje Panu z Edytą Jungowską?
RB: Edyta Jungowska jest bardzo pracowitą i zdolną aktorką. Ma nieograniczone zasoby energii nie tylko zresztą twórczej. Potrafi w jeden dzień być na planie serialu, na spotkaniu ze swoimi fanami w jakieś szkole poza Warszawą, nagrywać dubbing do kreskówki, zagrać w teatrze sztukę, a na końcu przyjść do Radia ZET by zrobić Rozmowy Rolowane.
Przyjaźnimy się, bo bez tego nie można by było tyle lat robić tych audycji, ale czasami oczywiście dochodzi do małych niesnasek i zupełnie idiotycznych konfliktów, ale to jest wpisane w to, co robimy. By powstało coś dobrego muszą być tego typu sytuacje.
MK: Czy ma pan podobnie jak Jungowska problemy z rozpoznawaniem polityków?
RB: Nie
MK: Z kim roluje się najlepiej. Czy ze Sławoniem, Lipińską czy Jungowską?
RB: Z każdą z tych wybitnych medialnych postaci pracowało się inaczej. Ze Sławoniem to była ciągle rywalizacji, kto z nas potrafi wymyślić lepszy tekst. Z panią Martą Lipińską nagrywanie rolowanych przypominało trochę podwieczorek przy mikrofonie. Miła atmosfera, pogaduszki i pani Marta, która zupełnie mi zaufała, co do formuły programu. Z Edytą, która jest najbardziej z nich wszechstronna nagrywanie jest ciągłą twórczą niewiadomą. Raz jest tak a raz zupełnie inaczej. To świat pełen niespodzianek.
MK: Nie obawia się pan zdjęcia z anteny Rozmów Rolowanych?
RB: Każdy człowiek pracujący twórczo w głębi serca na pewno obawia się tego, że przestanie się w końcu ludziom podobać to, co robi. Nie jest to jednak lęk, który by mnie w jakiś sposób paraliżował albo, z którym budzę się codziennie rano. Nie. To jest, co prawda ogromny stres by codziennie wymyślić dwie nowe audycje, ale nie ma lepszego uczucia, gdy w końcu to się uda. Po to by to przeżywać warto to wszystko jeszcze robić
MK: W księgarni pojawiła się już pana najnowsza książka napisana wspólnie ze słuchaczami Radia ZET. Czy słuchacze przysyłali dużo ciekawych tekstów?
RB: Ilość nadesłanych tekstów była naprawdę imponująca. Gorzej był z ich poziomem. Wybrałem te najlepsze i tyle.
MK: Dziękuje za rozmowę.
Rozmawiał: Maciej Kozielski, RadioZET.net
zdjęcie: gazeta.pl |